- przez Kasia
Staram się ze wszystkich sił pojąć tok rozumowania osób odpowiedzialnych za planowanie wielkości składów w naszych drogich Kolejach Mazowieckich. Niestety wychodzi na to, że piątka z logiki na studiach była mocno naciągana, bo za żadne skarby nie ogarniam tej kuwety.
Podczas pandemii, gdy trzy czwarte narodu siedziało w domach, na pracy zdalnej oraz gdy wprowadzono ograniczenia dotyczące ilości osób w pojazdach komunikacji publicznej, na peron podjeżdżały pociągi długie niczym nogi Maci Currin. Wiatr hulał w ich wnętrzu, miejsca można było zmieniać dowolnie, co kilometr na innym fotelu. Pociągi robiły puste przebiegi i pies z kulawą noga się tym nie interesował.
Tymczasem dzisiaj, wiele miesięcy po odtrąbieniu uroczystego odwrotu wirusa, godzina 6 rano, stoję Ci ja na peronie wśród tłumu zaspanych przodowników pracy, gotowych na oddanie się w objęcia pociągowej drzemki i nagle oczom mym ukazuje się samotny wagonik Kolei Mazowieckich. Maleńki, zielono-żółty wagonik, wypchany po brzegi ludnością cywilną. Jeden.
Kawa tego ranka nie była mi już potrzebna. Ciśnienie podniosło mi się proporcjonalnie do zalewającego moje ciało wkurwa. Stojąc na peronie obserwowałam toczącą się przepychankę. W zasadzie nie wiem w jakim celu ludzie tak się kotłowali, bo miejsc siedzących zabrakło podejrzewam już na stacji początkowej. No, ale cebulaki chyba z przyzwyczajenia muszą rozpychać się łokciami.
Wielka szkoda, że komuś zabrakło wyobraźni. Rozumiem, że zaczęły się wakacje i być może młodzież nie podróżuje tak licznie jak w pozostałych miesiącach, choć uważam, że o 6 rano jeździ raczej klasa robotnicza, taka jak ja na ten przykład, bo ja nie mam dwóch miesięcy wakacji i muszę codziennie zapierdalać na swoją miskę ryżu. Wstaję o 4.30 rano, do pociągu wsiadam 6.22 i zapadam w krótką, lecz bardzo efektywną drzemkę poranną, dzięki której jestem w stanie utrzymać się na nogach do godziny 17, kiedy to zapadam w drzemkę nr 2 – popołudniową. Dziś mi tę możliwość brutalnie odebrano.
Wzmiankuję również, że w ostatnich miesiącach przybyło nam „odrobinę” mieszkańców, w związku z wydarzeniami za wschodnią granicą. Tak się składa, że doskonała większość z nich, mieszka i pracuje w obrębie Warszawy. Zgadnijcie, drogie Koleje Mazowieckie, jakimi środkami lokomocji dojeżdżają do pracy? Tak, tym jednym, zakichanym wagonikiem.
Muszę jednak przyznać, nie kryjąc zaskoczenia, że dzisiaj jak nigdy, wagonik przyjechał punktualnie. Zazwyczaj, choć jest to pociąg przyspieszony, przyjeżdża solidnie opóźniony. Wprost nie mogę doczekać się drogi powrotnej.
Kasia, jezdzimy tymi samymi torami, tymi samymi drogami tylko w innych godzinach z lekka pociagami. Czasem zeby chociaz powód tych opoznin byl. Nie po prostu. Lud jak piszesz malo sie nie pozabija o miejsca 🙆 czasem nie wiem czy smiac sie czy plakac, w ostatecznosci lapie sie za glowe komentuje glosnym tekstem: „czizaaas bie pozabijajcie sie… „do niekotorych dociera😂 i sie uspokajaja spogladajac w moim kierunku ze wstydem w oczach 😂
Mnie to już pusty śmiech ogarnia jak słyszę to „opóźniony przyspieszony pociąg…” :)))
A dzisiaj popołudniu było tak ciasno, że panowie rowerzyści mało się nie poszarpali z jakimś kolesiem, który wyraził głośno swoją (i myślę, że połowy pociągu) niechęć. Generalnie temat rzeka 😉