- przez Kasia
Opinie na temat Dnia Kobiet od wielu lat są podzielone. Jedni deklarują zdecydowaną niechęć, pieprząc farmazony o komunistycznych świętach, inni obchodzą hucznie, składając życzenia na facebookowym wallu (ewentualnie, żeby wyglądało, że się postarali, robią „kopiuj wklej” i uruchamiają korespondencję seryjną), są też tacy, co to właściwie zdania nie mają, ale na wszelki wypadek goździka babie kupują. No i oczywiście, the last but definitely not least – nasi kochani, szarmanccy Panowie, nasze orły, sokoły, herosy, którzy niczym w starożytnym Rzymie, spełniają w tym dniu wszystkie zachcianki swoich kobiet i obsypują je pocałunkami. Tfu! Podarunkami. W dobie koronawirusa, te pierwsze są dość ryzykowne, opcja wyłącznie dla hazardzistów. 😉
„Jeżeli chcesz wiedzieć, co ma na myśli kobieta, nie słuchaj tego co mówi – patrz na nią.” O. Wilde
A kobiety? Osobiście nie znam takiej, która deklarowałaby sprzeciw wobec morza kwiatów oraz dyspensy na czekoladki w ilościach hurtowych. Choć znam takie, co utrzymują, że mają dzień kobiet codziennie. Pozazdrościć. My, kopciuchy, nie mamy tak dobrze. Pranie i sprzątanie nas nie omija, obiad nie gotuje się na hasło abra kadabra, a brudne gary same do zmywarki nie wskakują. Mamy też wiele innych obowiązków, którymi „świętujące na co dzień” swych wymuskanych rączek nie brudzą. Nie mniej jednak, kopciuszki też chcą być spełnione, chcą zdobywać świat i realizować swoje pragnienia. Świętujmy więc Drogie Panie, ósmego marca wskakujmy na czołgi, a chłopy niech idą do garów.
A jeśli Wasze brzydsze połówki należą do grona obchodzących na Facebooku, bądź co gorsza, do nieobchodzących wcale, uszy do góry! Same kupcie sobie kwiatka, pudełko czekoladek, albo pierścionek z brylantem. I niech się delikwent zastanawia, czy mu za płotem konkurencja nie rośnie. Szach mat.
