Liczenie kalorii jest bardzo popularną strategią kontroli wagi, polegającą na monitorowaniu liczby kalorii spożywanych w żywności i odpowiednim doborze produktów. Chociaż takie podejście może być skuteczne dla niektórych osób, niekoniecznie będzie odpowiednie dla wszystkich. Teoretycznie jest super, bo możemy jeść wszystko, byle zmieścić się w dziennym limicie. Niestety, w niektórych przypadkach, liczenie kalorii może przynieść efekt przeciwny do zamierzonego i doprowadzić do niezdrowych nawyków żywieniowych oraz negatywnych uczuć wobec jedzenia.
Pierwszy problem z liczeniem kalorii polega na tym, że jest to czasochłonne i stresujące. Ciągłe ważenie i odmierzanie każdego kęsa, może stać się nużące i odebrać całą radość z jedzenia. Wrażliwsze osoby może to doprowadzić do poczucia winy lub wstydu, gdy zalecane wartości kaloryczne zostana przekroczone, a to równia pochyła do anoreksji lub innych zaburzeń żywieniowych.
Ponadto, liczenie kalorii nie bierze pod uwagę jakości spożywanej żywności. Spożywanie określonej liczby kalorii niekoniecznie oznacza, że nasza dieta jest zdrowa i zbilansowana. Bo cóż z tego, że zupka z proszku ma tylko 30 kalorii, jeśli nie ma absolutnie żadnych wartości odżywczych (nie, zawarta w niej tablica Mendelejewa to nie witaminy). Kurczak z marketu może i nie jest kaloryczny, zwłaszcza jeśli go sobie ugrillujemy, ale za to, parafrazując Witię z Samych Swoich, nadziany antybiotykami jak dobra kasza skwarkami.
Wreszcie, każda osoba ma unikalne potrzeby i preferencje żywieniowe. Ważne jest, aby słuchać sygnałów swojego organizmu. On wie kiedy jest głodny i podpowie nam, jakiś składników odżywczych potrzebuje. Nasi pradziadowie nie potrzebowali worka suplementów, aby zachować zdrowie i dobra kondycję. Jedli proste, naturalne jedzenie. Jedli mięso, owoce i warzywa z własnych ogródków, pili tłuste mleko i śmietanę.
Dzisiaj wciska nam się kit, że czerwone mięso jest szkodliwe, produkty mleczne to tylko pochodzenia roślinnego (choć to wcale nie jest mleko…) a jak już prawdziwe, to na maxa odtłuszczone i bezlaktozowe, bo nagle wszyscy cierpią na nietolerancję. Promowany jest wegetarianizm, weganizm i inne tego typu wariactwa, które nigdy w życiu nie dostarczą wszystkich składników odżywczych. Niby super zdrowa dieta, ale bez wspomnianego wcześniej worka supli, wylądujesz na SORze z powodu anemii. Dziękuję, postoję. W kolejce po pełnotłuste mleko z rolnictwa ekologicznego (nie, nie kupicie w markecie).
Ja też przez długie lata pozwalałam, aby media mną manipulowały. Całkiem niedawno, pożyczyłam od sąsiadki książkę z przepisami diety keto (tam wolno jeść mięso, ale w gratisie mamy cholesterol wywalony w kosmos). Mówili nie jedz produktu A – nie jadłam. Zachwalali produkt B – leciałam do sklepu po produkt B. Chłonęłam bzdury o wzorcach idealnej sylwetki i ideałach piękna. Patrzyłam na odchudzone w photoshopach modelki i stosowałam kolejne drakońskie diety, podczas gdy wcale tego nie potrzebowałam. W wieku 17 lat łykałam jakieś czerwone kapsułki, które ledwo przechodziły mi przez gardło. Niby pęczniały w żołądku i redukowały uczucie głodu. Miałam 17 lat!!! Swoją drogą, gratuluję pani magister, która mi to gówno sprzedała w aptece.
W tym roku los postawił na mojej drodze osobę, która całkowicie zmieniła mój sposób myślenia. Pomogła mi się zatrzymać i spojrzeć na to całe wariactwo z boku. Zatrzymałam się, ochłonęłam, potem przeraziłam się ogromem syfu, jaki wkładamy codziennie do koszyków w marketach. Melisa jest teraz stałym bywalcem w mojej kuchni. 🙂
Zróbmy sobie przerwę od liczenia kalorii i skupmy się na odżywianiu naszego organizmu pokarmami o dużej zawartości składników odżywczych: mięso (ale nie antybiotykowy kurczak z Biedry, tylko stek z zaufanej, nieprzemysłowej hodowli), ryby (najlepiej morskie), warzywa, owoce, orzechy i nasiona, tłuste mleko. A jedzenie świerszczy zostawmy pomysłodawcom tej diety.
Zdrowe odżywianie polega na równowadze i cieszeniu się tym, co jemy. Wystarczy słuchać wskazówek swojego ciała i dokonywać wyborów, które sprawiają, że poczujemy się dobrze sami ze sobą. Nawet, jeśli oznacza to rozmiar XL. So what?