Zakładowa pomidorowa

Poznałam go w stołówce zakładowej. Wszedł na salę z kolegą i dyskutując o czymś zawzięcie, zatrzymał na mnie wzrok i obdarzył szerokim uśmiechem. Siedziałam akurat nad miską pomidorowej z lekko rozgotowanym makaronem i nie miałam pewności czy śmieje się ze mnie czy po prostu uśmiecha się.

– Nasz nowy informatyk – rzuciła koleżanka, mierząc tajemniczego przystojniaka wzrokiem.

„Kurwa” – pomyślałam, próbując odwzajemnić uśmiech. „A ja jak zwykle bez makijażu.”

Chwilę później informatyk siedział przy naszym stoliku i mielił ozorem opowiadając suchary, a my udawałyśmy, że są zajebiście śmieszne. No dobra, ja udawałam.

Dziewięć lat później publikuję ten wpis, w którym sobie noworocznie szeleszczę i wspominam, jak to bez grama tapety na mojej średniej jakości twarzy, usidliłam faceta swoich marzeń. Można? Można.

Powrót na górę