- przez Kasia
Wszyscy jak jeden mąż, żegnają „okropny 2020”, co to niby winny wszystkim nieszczęściom tego świata i odliczają do chwalebnego nadejścia 2021, który z kolei przyniesie wszystkim zdrowie, szczęście i nieskończony dobrobyt. Aby utwierdzić się w słuszności swych pobożnych życzeń, naród puści z dymem ostatnie oszczędności i wypłoszy setki zwierząt, wszak bez tego ruch Ziemi mógłby się zatrzymać a kolejny rok nie nadejść.
Dla mnie 2020 był całkiem spoko, może nawet lepiej niż spoko. Owszem, pandemia strachu spowolniła kilka spraw, ale też wiele innych przyspieszyła. To był rok słusznych decyzji, odważnych inwestycji a co za tym idzie, stał się rokiem spełnionych marzeń.
Dzisiaj wigilia Nowego Roku, dla mnie dzień jak każdy inny. Na szczęście nie mam w domu telewizji, więc ominie mnie Sylwester z jedynką, Zenek i odliczanie sekund do 24:00. Wypiję z mężem czerwone wino, obejrzymy coś fajnego na Netflix, złożymy sobie życzenia i pójdziemy spać. Być może po północy, być może przed.